niedziela, 30 września 2012
LOSOWANIE NAGRÓD :)

Wszystkim pięknie dziękuję za udział w konkursie z ekologicznymi pakami do wygrania i za podzielenie się swoimi uwagami odnośnie jedzenia. Dziękuję również Eko- warzywniakowi- sponsorowi konkursu :).

Wszystkie komentarze przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem, mam nadzieję, że nie tylko ja :) Najważniejsze w tych naszych filozofiach jest to, by żyć w zgodzie z samym sobą, nic na siłę, do pewnych wniosków, zmian warto dochodzić małymi krokami. Kiedyś moja lodówka była wypełniona mlekiem, masłem, jajkami, serami różnej maści i śmietaną, nieobcy jest mi również smak "chińskich zupek". Długo żyłam obok faktów, w które nie chciałam się zagłębiać, z wygodnictwa, by nie myśleć o tym, że kury z wolnego wybiegu i "szczęśliwe krowy" wypasane na prawdziwych łąkach czeka ten sam koniec. Dzisiaj na samą myśl o wypiciu szklanki mleka szczerze robi mi się niedobrze. Do niczego się nie przymuszam, nie lubię mieć bata nad sobą, żyję w zgodzie ze sobą i własnym sumieniem, czego i Wam życzę :)

Ale- do rzeczy- losowanie :)


losowanie


Przepraszam za długie oczekiwanie, ale córka miała obiecane wyciąganie losów, w tygodniu nie mamy czasu na takie rzeczy i trzeba było zaczekać do weekendu. Ponieważ żal mi było, że nagrody są tylko dwie, postanowiłam dołożyć od siebie nagrody pocieszenia /mam nadzieję, że lubicie dynie :)/. W losowaniu brały zatem również osoby, które zabrały głos pozakonkursowo :) Zobaczmy dla kogo rączki córci okazały się szczęśliwe:

margot11- pozakonkursowo- nagroda pocieszenia


losowanie

gretka- nagroda z Vegepack


losowanie


sowa_nie_sowa- nagroda z Vegepack


losowanie


iza_luiza- nagroda pocieszenia


losowanie

 

Zwycięzcom serdecznie gratuluję i proszę o kontakt mailowy na adres: przepisybajki@vp.pl



Tagi: konkurs vegan
13:33, wegetarinka , PRZYDASIE
Link Komentarze (5) »
wtorek, 18 września 2012
ZAPROSZENIE DO ROZMOWY O JEDZENIU I KONKURS

Witajcie, dzisiaj chciałam zaprosić Was do konkursu z ekologicznymi pakami od Vegepack.pl do wygrania oraz do rozmowy o jedzeniu. Czy jakość jedzenia ma dla Was znaczenie? Celebrujecie rodzinne posiłki czy każdy siada "w swoim kącie" z talerzem w ręku? Czy w kuchni kierujecie się intuicją, mądrością przekazaną od babć i mam, czy może korzystacie z książek (jakich), poradników, warsztatów, czasopism, portali, blogów, programów TV? Zasady (jakie?) czy spontan? Eko czy konwencja?


vegepack.pl

Często w mailach pytacie mnie "jak żyć" w czasach wyjałowionej żywności oraz jak zapewnić dzieciom jakość- również jedzenia. Ja nie mam na to recepty i uważam, że nie ma tej jedynej- słusznej. Jednak mam kilka zasad, wg których staram się żyć, bez fanatyzmu (!!!). 

    Nie jem mięsa ponieważ nie pozwala mi na to moja wrażliwość. Nie jest to dla mnie  ani ograniczenie, ani forma inwalidztwa /;)/, a mój własny wybór, zgodny z moim sumieniem i poczuciem przyzwoitości. Nie cierpię z tego powodu, po nocach nie śnią mi się kabanosy i mam się dobrze! Staram się, by moja kuchnia była w miarę naturalna, głównie ze względu na dziecko i każdy posiłek jaki obmyślam kieruje mnie do receptur wegańskich; nie znam żadnej innej bardziej bezpiecznej i naturalnej drogi... być może jeszcze za mało wiem, być może kiedyś zmienię zdanie, nie kieruję się przy tym zasadą: wszystko co wegańskie jest dobre. Nie będę się w tym temacie rozwodziła, zainteresowanych wyborami weganizmu odsyłam do obejrzenia filmu „To tylko zwierzęta” (klik)- dokumentu nie o oddalonych od nas farm z USA, ale o naszym polskim piekiełku; forum „wegedzieciak” (klik) o rodzinach wegetariańskich i wegańskich, gdzie znajdziecie dużo praktycznych informacji, nie udzielam się, czasami „podglądam” i cieszę się gdy odnajduję linki do mojego bloga- dziękuję :); wykład o weganizmie G. Yourofskiego (klik)- temat dość szeroko omówiony, choć nie wyczerpująco oraz na najbardziej prawdziwy blog wegański w polskiej blogosferze „Matka weganka i jej dziecko” (klik), to nie mit, to działa i brzmi dumnie :)
W gotowanie wkładam serce, każdy kto mnie zna- wie o tym, nie potrafię  ugotować „cokolwiek”, nie potrafię i nie chcę. Przygotowanie posiłku, jak również jego spożywanie ma dla mnie znaczenie. Recepta na apetyt dziecka? Uśmiechnięta matka i uśmiechnięty ojciec przy wspólnym posiłku, rozmowa, żart. Staram się nie być żandarmem. Jeśli młodej coś nie smakuje lub nie ma ochoty na jedzenie- przyznaję, jest mi przykro- ale zaciskam zęby, choć czasami się nie udaje ;) i nie kalkuluję dziennego spożycia witamin czy minerałów, oceniam cały tydzień. Uważam, że smak to kwestia oswojenia i przyzwyczajenia. Niektóre smaki można oswoić z czasem, inne- nigdy :) Przypominam sobie czasy swojego dzieciństwa, kiedy rodzice czarowali, prosili, przymuszali by zjeść to czy tamto. A przedszkolne koszmary typu sztywna kasza manna z odrzucającą skórką i sokiem, tran, „kakałko” z kożuchem, wątróbka? :) Niektóre- początkowo niejadalne smaki- oswajałam powoli, w niektórych się rozsmakowałam, niektórych nie oswoję nigdy :). Myślę o tym, kiedy córka nie chce czegoś zjeść, trudno, może innym razem?
     Nie karmię dziecka „danonkami” ani krowim mlekiem, śniadaniowa owsianka na mleku /czy też wyciągu ;)/ roślinnym jest naprawdę jadalna, smaczna i daje dużo możliwości; o mleku krowim napisano już wiele, ja- bez rozwlekania się nad tematem- zostawiam je cielakom.

Staram się odżywiać sezonowo i lokalnie. Sama uprawiam wiele warzyw i ziół, więc sezonowość jest mi dobrze znana, jeśli macie z tym problem, korzystajcie z kalendarza warzyw sezonowych, który stworzyła Bea (klik), pamiętajcie też o tym, że warzywa/ owoce w sezonie są najtańsze. Często, gdy jestem w podróży, odwiedzam rolników w poszukiwaniu warzyw, których sama nie uprawiam i które ciężko dostać na bazarze w mojej mieścinie. Lubię z nimi rozmawiać, jednak od kiedy częściej można z nimi pogadać o stosowanych opryskach, ich rodzajach i częstotliwości stosowania niż o odmianach jakie uprawiają- wciągnęłam się w farmerkę na całego :) Po co- pytają niektórzy- skoro marchewkę w sezonie można kupić za 50 groszy? Bo chcę mieć wpływ na to, co wkładam do garnka i nie zastanawiać się ile marchewki jest w marchewce marketowej. Bo praca ogrodowa uszlachetnia, bo lubię oglądać jak warzywa rosną i dojrzewają i wreszcie cieszyć się z owoców własnej pracy:

 strąki zielonego groszku

 

zielony groszek

rozsada bobu

 

bób

 

 

 sałata z ogrodu

 

moje pomidorki

 

kapucha czerwona

 

 

 kalarepki

 

moje papryki

 

moje cukinki

 

korzenie

 

jarmuż

 

dyńki 2012

i tak dalej... :)

Korzystam również z roślin dzikorosnących

topinambur

 

szczaw

 

pałki

młoda pokrzywa

Niektórzy się z tego śmieją, ale nauczyłam się z tym żyć :)

Kupuję, tak, też kupuję :) Raz lub dwa razy w miesiącu robię zakupy w znanym wszystkim chyba Evergreenie (klik), pół na pół: konwencja i eko. Chodzę również do marketów, na bazar i do małego sklepiku z ziarnami i przyprawami na wagę. Będąc na zakupach zawsze czytam skład, im uboższy- tym lepiej, warto czasami porównać sobie etykiety ze składem kilku na pozór "takich samych" produktów. Na bazarze kupuję najczęściej od tej samej kobiety, która sprzedaje warzywa własnej produkcji o nieidealnie symetrycznych kształtach ;) resztę kupuję w marketach, bo jest taniej. Sięgam także po banany, pomarańcze, granaty, cytryny czy orzechy kokosowe, nie świruję i nie jestem fanatyczką, przynajmniej staram się nią nie być, uważam, że przesada w każdą stronę nie jest dobra ani dla otoczenia ani dla nas samych. Nie żyję w oderwaniu od innych: męża, który twierdzi, że czekolada go uszczęśliwia ;), babć, dziadków, cioć... moje dziecko zna smak czekolady, batonów czy chipsów, ja to kontroluję, czasami po cichu ;) czasami muszę tupnąć nogą.
Mam dużo książek kulinarnych, ale głównie je kolekcjonuję, rzadko korzystam z cudzych przepisów. Jednymi z pierwszych sensownych książek, z których zaczęły mi wychodzić potrawy jadalne z łatwo dostępnych składników były książki Bożeny Cyran- Żak i choć nie ma w nich kolorowych zdjęć, mam do nich ogromny sentyment. Jeśli jesteście zainteresowani kuchnią naturalną i będziecie mieli sposobność zakupu książek Heidi Swanson, autorki bloga „101 cookbooks” (klik), to również Was do tego namawiam. Ja „Super natural every day" wygrałam w konkursie u Jadłonomii (klik) i miałam o tym napisać przy okazji przetestowania jakiegoś przepisu, ale ciągle mi nie po drodze, sorry Marta!

super natural every day

Co prawda jest masło, cukier, śmietana czy ser, ale można to spokojnie pominąć, jest też wiele inspirujących przepisów na zdrowe potrawy i - znając ogromną popularność przepisów na blogu Heidi- z pewnością również smakowite. Do tego piękne, klimatyczne zdjęcia :)

To właściwie z grubsza wszystko, wybaczcie niespotykaną u mnie wylewność, ale nie potrafiłam napisać o tym w dwóch zdaniach :) Teraz Wasza kolej: zapraszam do rozmowy o jedzeniu, do podzielenia się własnymi doświadczeniami, zwyczajami, może macie jakieś wskazówki, z których skorzystają inni, a ja też poznam trochę Was- odwiedzających mój blog :)
Spośród osób, które wypowiedzą się pod tym postem (na temat!) wylosuję dwie, które będą miały przywilej wyboru ekologicznych produktów ze sklepu Vegepack.pl na kwotę 150 zł :) Przejrzyjcie koniecznie ofertę: jest tam pieczywo, są warzywa, owoce, zioła, kwiaty, jest w czym wybierać :) Ponieważ jest to żywność świeża- zarówno oferta jak i konkurs- są przeznaczone tylko dla Warszawy i okolic. Jeśli ktoś jest spoza stolicy- może ma tam kogoś, komu chciałby zrobić miłą niespodziankę? Na Wasze odpowiedzi czekam przez tydzień, do 25.09.2012 do północy. Proszę wypowiadać się na temat, niekoniecznie tak wylewnie jak ja ;). Zdecydowałam się na losowanie, gdyż obawiam się, że nie będę w stanie obiektywnie wybrać tylko dwie odpowiedzi i żeby uspokoić niektóre sumienia oraz by sprawa była w 100% jasna- nie otrzymałam żadnych profitów z tytułu napisania o Vegepack i zorganizowania konkursu i nie podjęłabym się napisania o żadnych inicjatywach czy produktach, do których nie miałabym przekonania oraz z których sama bym nie skorzystała. To tyle, zapraszam :)

poniedziałek, 24 października 2011
ŚWIR DYNIOMANIAKA

Dzisiaj chciałam Wam pokazać świra, który się we mnie narodził- świra dyniomaniaka :)

dyniobranie 2011

Tygodnie kwietnia, maja, czerwca i lipca (sierpnia i września również, ale już nie tak intensywnie) w moim  życiu leciały pod znakiem dyń: nasiona w doniczkach, podpisywanie, podlewanie, przykrywanie folią, wynoszenie na balkon, zabieranie, radość z wykiełkowanych roślin, wysadzanie do gruntu, potem produkcja gnojówki z pokrzywy (nazwa nie bez kozery, zapach podły, ale dobroczynny dla roślin) i podlewanie nią roślin, produkcja wywaru skrzypowego (gotowany skrzyp pachnie wspaniale!) i opryski nim, potem radość z pierwszych zawiązanych owoców, następnie smutek spowodowany mocno deszczowym lipcem (lało tak bardzo, że ziemia nie nadążała wciągać wody między kolejnymi bardzo obfitymi opadami, przez wiele dni owoce taplały się albo w wodzie, albo w błocie, straciłam wiele roślin, niektóre owoce nawet jeśli przetrwały, to urosły do rozmiaru połowy tego, jaki przewidują widełki dla danej odmiany), w sierpniu pojawiły się choroby grzybowe, więc znowu zamartwianie się, obrywanie chorych liści i oprysk skrzypowy... ale, jak widzicie "trochę" z tej całej "zabawy" mam :)

Jak to się wszystko zaczęło? Oto przepis, przepis na świra dyniomaniaka :)

W zeszłym roku, zachwycona dynią Hokkaido (Red Kuri, Uchiki Kuri), propagowałam ją na moim stole i na blogu również :) Jednak ta dynia nie kupiła mojej córki nawet w 1%, próbowałam dodawać ją do lubianych dań, mieszałam z innymi dyniowymi odmianami, opowiadałam o zaletach jakie niesie jedzenie dyń, NA NIC!

Postanowiłam jednak powalczyć o przychylność mojej córki do dyń, zwłaszcza gdy przeglądałam wspaniałe zdjęcia i opowieści o dyniowych farmach na blogu Bei (klik), sami przyznajcie, nie da się obok tych wszystkich wspaniałości pozostać obojętnym (SKŁADNIK nr 1- odwiedzić blog Bei).

Odwiedziłam również kilkuhektarową dyniową plantację "Pana Dyni" znajdującej się kilkanaście kilometrów ode mnie i zamarłam! "Jestem w raju"- powiedziałam i usiadłam. "Pan Dynia" uprawia dynie na skalę przemysłową, miał kilka hektarów dyń o różnych kolorach, kształtach i gramaturach.

 u Pana Dyni

Niestety nie znał swoich odmian, po omacku poznałam kilka, zapakował mi kilka skrzynek różnych dyniek /w tym wiele typowo ozdobnych- dla córci/ i tak zaczęłam się rozkręcać w temacie dyniowym (SKŁADNIK nr 2- zobaczyć, jak bardzo różnorodny jest świat dyń: kolory, kształty, wielkości, żebrowania- już sam widok ma pozytywne działanie na człowieka, dynia pod względem różnorodności nie ma konkurencji).

Potem wpadłam w sidła forum o uprawach (nie tylko warzywniczych) i spotkałam podobnych sobie zafascynowanych dyniami ludzi (SKŁADNIK nr 3), od których wiele się nauczyłam i zaczęłam szukać odmian, które można byłoby wypróbować na własnym gruncie (SKŁADNIK nr 4- poznać jak wiele jest odmian dyń o różnym zastosowaniu i zdecydować się tylko na X- naście, - dzieści spośród SETEK!).

Skusiłam się również na zakup książki A. Goldman "The Compleat Squash", która jest swego rodzaju odą na cześć dyń. To chyba najlepsze, najbardziej kompleksowe wydanie w tym temacie ever. Autorka opisała w książce wiele odmian, opisom towarzyszą przepiękne zdjęcia jakby były robione w dyniowym muzeum. Są również podstawowe informacje na temat uprawy, zbioru, przechowywania tych warzyw, jest również garść przepisów. Składnik nr 5- książka Amy Goldman.

Amy Goldman The Compleat Squash

 Składnik nr 6- własna uprawa. Praca przy uprawie, podglądanie wzrostu roślin, radość z pierwszych zawiązków i wzrostu owoców, obserwacja wybarwiania się i nareszcie zbiór :)

Oto część z moich zbiorów; ciężko polecić swoje typy, każdy z nas ma inny smak, różne odmiany charakteryzują się innym smakiem (czy raczej posmakiem), różną zwartością i grubością miąższu, różną zawartością pestek i ich wielkością, mają różne gabaryty, różne walory dekoracyjne. Myślę, że warto posiadać różne odmiany i drogą eliminacji wybierać te, które będą nam najbardziej odpowiadały. Aktualnie najbardziej jestem zachwycona odmianami "niebieskimi" (blue); butternutami (konkretnie odmianą "Waltham Butternut") i zjawiskowymi piżmowymi dyniami japońskimi. Przepraszam za nasłonecznione zdjęcia, ale jak złapałam aparat, by cyknąć fotki suszącym się warzywom, świeciło słońce i nie miałam siły, by przenosić je w cień, fotki absolutnie nie oddają uroku tych dyń.

Dynie piżmowe (moschata): Waltham Butternut oraz Sweet Berry:

butternut


 Dynie olbrzymie (maxima): Ebisu, Chestnut, Hokkaido, Blue Hokkaido, Yukigeshou:

 

 

kabocha


 Dynie olbrzymie bananowe: Pink Jumbo Banana oraz Sibley:

 

odmiany bananowe


 Dynie olbrzymie "blue": Blue Hubbard, Jarrahdale oraz Triamble:

 

odmiany blue

Japońskie dynie piżmowe: Hayato, Black Futsu, Chirimen oraz Shishigatani: 

 

odmiany japońskie


 Muszkatołowe dynie piżmowe: Muscade de Provence, Musquee du Maroc oraz Musquee des Caraibes:

 

odmiany muszkatołowe

 

Swoją podróż po dyniowym świecie dopisuję do Festiwalu Dyni organizowanego przez Beę :)


czwartek, 06 maja 2010
ZAKWAS ŻYTNI, MAM I JA!

To czego bardzo brakuje mi w mojej kuchni, to domowe pieczywo, jego zapach, smak i pewność składników z jakich został zrobiony. Posiadam piecyk elektryczny, bez możliwości regulacji temperatury, jest trochę nieprzewidywalny, ale ryzykuję.

Pierwszy sukces mam za sobą, oto on, zakwas żytni, wyhodowany z mąki razowej (typ 2000). Nie obyło się bez lektury bloga Tatter "Tatter o Chlebie" i cennych rad Alicji. Sam proces hodowli jest tak samo ekscytujący jak nastawianie i hodowla kiełków czy sianie i pielęgnacja ziół. Z mieszanki mąki i wody powstaje żywa substancja, która dojrzała bąbelkuje, można to obserwować i słuchać, cudo! W trakcie dojrzewania zakwas przybiera różne formy: zwiększa objętość, opada, bąbelkuje mniej lub bardziej, rozwarstwia się, warto poobserwować jak zachowuje się zaraz po dokarmianiu, kilka godzin póżniej i przed dokarmianiem, gdy jest "głodny", bardzo ciekawe doświadczenie. Póki nie zacznie śmierdzieć (zapach kwaśny, jabłkowy, octowy jest dozwolony), pleśnieć, wszelkie powyższe zachowania naszego młodzika są prawidłowe.

zakwas żytni

Zakwas należy nastawić kilka dni przed planowanym pieczeniem, przy dobrych warunkach po 4-5 dniach powinien być gotowy, ja hodowałam go przez 7 dni. Prawidłowo wyhodowany zakwas ma zwiększoną objętość, powierzchnia pokryta jest pęcherzykami i pachnie kwaskowymi jabłkami. Temperatura w otoczeniu naszej hodowli powinna być stała (ok 27st C), wolna od przeciągów.

Zakwas jest niezbędny do dobrych wypieków żytnich, nadaje im odpowiednią strukturę, zapach i smak. Nie bez kozery użyłam mąki 2000, numer mąki oznacza ilość zawartych w niej wartości odżywczych i błonnika, jeśli porywamy się na pieczenie domowego pieczywa, zadbajmy więc o jakość jego bazy.

Zakwas robiłam bez zachowania dokładnych proporcji, jednak by domowa piekarnia działała prawidłowo waga jest niezbędna, zwłaszcza dla początkujących. Większość przepisów na chleb podawana jest w gramach i należy się tych proporcji trzymać, gram pozostanie zawsze tym samym gramem bez względu na cokolwiek :)

Przejdźmy do przepisu

Składniki

mąka żytnia razowa typ 2000

letnia woda

Pierwszy dzień

1 szklanka mąki + 1/2 szklanki wody- mieszam w dość wysokim szklanym słoju na gęstą papkę. Przykrywam ściereczką. Stawiam w ciepłe miejsce.

Przez kolejne dni, co 24 godziny dosypuję po 2 czubate łyżki mąki i kilka łyżek wody (tak by masa miała konsystencję gęstej śmietany). Ja hodowałam zakwas przez 7 dni, można ten czas wydłużyć o kilka dni, gdyż ten, jak wino- im starszy tym lepszy.

Teraz znaczną część zakwasu warto zużyć na początkowy wypiek prostego chleba, który wymaga użycia większej ilości. W niektórych recepturach jest mowa o wyrzucaniu części zakwasu po pierwszej dobie, ja tego nie zrobiłam, z nadmiaru masy oprócz wypieku pierwszego chleba wymagającego większej ilości zakwasu, np Tatterowca (klik klik), można przygotować naleśniki, pierogi, pizzę, ja zrobiłam gofry wg pomysłu Alicji (klik klik), dodałam mniej wody, 1 szklankę płatków zastąpiłam mąką orkiszową a banany syropem kukurydzianym. Wyszły przyjemnie chlebkowe z charakterystycznym kwaskowym posmakiem, który na świeżo nieco mi przeszkadzał, ale po przestudzeniu nie był już aż tak intensywny.

Dojrzałą miksturę przerzucam do mniejszego słoika /hodowałam ją w pięciolitrowym słoju ;)/, przykrywam folią, niezbyt szczelnie, tak by mikstura miała trochę dostępu powietrza i trzymam w lodówce. Co kilka dni (tydzień, maksymalnie do 2 tygodni) jeśli nie pieczemy, należy wyjąć ją z lodówki, postawić w ciepłe miejsce, dokarmić mąką i wodą (tak jak podczas hodowli), potrzymać kilka godzin, aż się uaktywni i z powrotem włożyć do lodówki. Zadbany zakwas będzie nam służył przez lata (!!!). W lodówce wystarczą nam 1-2 łyżki, dzień przed pieczeniem należy go dokarmić kilkoma łyżkami (bądź więcej, w zależności od tego, jakiej ilości wymaga dany przepis) mąki i wody, wymieszać, pozostawić w cieple pod przykryciem, zużyć do wypieku daną ilość i z powrotem do lodówki. POWODZENIA :)

czwartek, 11 marca 2010
KIEŁKI

Idzie wiosna, pora na kiełkowanie, do czego gorąco Was namawiam :)
Kiełki to koncentrat składników niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania naszych organizmów: enzymów, białek, węglowodanów, nienasyconych kwasów tłuszczowych, witamin i związków wspomagających walkę z chorobami i toksynami zatruwającymi nasz organizm.

kiełki rzodkiewki

Być może nie każdy z Was słyszał o lekarzach takich jak Dr. Ann Wigmore, założycielki instytutu leczącego ludzi z różnych dolegliwości surowym pożywieniem, w tym kiełkami właśnie.
Dodatkową zaletą jest radość z udanego kiełkowania, samo podglądanie ich rozwoju wprawia mnie w niezwykły nastrój, konsumpcja również :)
Metod kiełkowania jest kilka, ja jestem wierna metodzie słoikowej z kilku względów: jest tania, wygodna, jeszcze mnie nie zawiodła- są bardzo duże szanse na powodzenie w kiełkowaniu.
Używam zwykłych słoików, gumki i gazy, mam w planach zakup słoików z dziurkowanymi wieczkami, które widziałam u Bei, ale jakoś wciąż mi nie po drodze.
Pojawiły się też słoiki zwane "system 3 słoików", ale kwota 200 zł za 3 słoki z metalowymi dziurkowanymi nakrętkami, kawałkiem wygiętego (ale jakże pomocnego) drutu zwanego stelażem i podstawką jest dla mnie ceną hekhem..., niech będzie- śmieszną.
Montuję więc własny system 3 słoików i 2 misek ;)


metoda słoikowa


lub system 2 słoików i plastikowej "rynienki" w postaci pudełka po czekoladkach. Działa! ;) więc jest ok.


metoda słoikowa

Optymalnym ustawieniem słoika jest kąt 45 st tak by znajdował się on nad powierzchnią. Woda pozostała z płukania kiełków powinna swobodnie spływać do pojemnika. Kiełki potrzebują dotlenienia, co zapewnia gaza przepuszczająca powietrze i ustawienie słoika pod kątem. Pilnujemy by większe kiełki nie zasypały dostępu powietrza); wilgoci (nie mylić z zalaniem wodą), odpowiedniej temperatury- nie wyższej niż 25 st i półcienia, w żadnym wypadku nie należy kiełków wystawiać w nasłonecznionym miejscu, zagrzeją się i klapa murowana.
Najbardziej popularne kiełki to: słonecznik, brokuł, rzeżucha, lucerna, rzodkiewka, soja, ciecierzyca, fasolka mung, soczewica.
Początkujący powinni zacząć od łatwiejszych kiełków, np fasolka mung czy rzodkiewka (zawsze się udają) by nie zrazić się do dalszego kiełkowania.
Podstawą wartościowych kiełków są oczywiście nasiona. Do kiełkowania należy kupować nasiona do tego przeznaczone, najmilej jeśli pochodzą z upraw ekologicznych, nieskażonych środkami chemicznymi; nasiona przeznaczone do siewu gruntowego nie nadają się do kiełkowania- są zaprawiane środkami grzybobójczymi.
Z nasion takich jak słonecznik, dynia czy strączkowe ogólnie dostępne na półkach spożywczych również przy zapewnienionych dobrych warunkach kiełki powinny się udać. Nie polecam kiełkowania zbóż z półek sklepowych, jest duża szansa, że przy przerzucaniu przez maszyny, środek nasion uległ uszkodzeniu i nie zakiełkuje.
Najsmaczniejsze kiełki to kiełki kilkudniowe (2-3 dni od zakiełkowania), można kiełkować dłużej, ale nie przekraczać 8 dni, ze względu na procesy fotosyntezy, które zmniejszają wartość odżywczą kiełków. Kiełki spożywać należy na bieżąco lub schować do lodówki, ale również nie zwlekać zbytnio z konsumpcją- w lodówce kiełki dalej kiełkują, tylko wolniej. Pozostawienie ich w temperaturze pokojowej hamuje proces kiełkowania i tutaj pojawia się dylemt odnośnie kiełków gotowych kupowanych w marketach.
Czy znamy warunki i czas ich przechowywania po skiełkowaniu? Czy mamy pewność, że nie zostały zastosowane preparaty przeciw pleśni (Ci co kiełkują, wiedzą jak niełatwą sprawą jest skiełkowanie np. słonecznika bez pleśni, zwłaszcza jeśli kiełkujemy go dłużej niż 3 dni). Pomijam fakt, że niejednokrotnie już wizualna ocena jakości odstręcza od zakupu.
Owszem są dostawcy i sklepy, którym można zaufać, jednak zachęcam do domowych ogródków kiełkowych.


kiełki rzodkiewki

Nasiona na kiełki należy wypłukać i moczyć w przegotowanej letniej wodzie, po włożeniu do słoika płukać minim 2 razy dziennie, wytrząsnąć nadmiar wody. Podkreślę raz jeszcze- kiełki powinny mieć zapewnioną wilgoć, nadmiar wody wpływa na rozwój pleśni i gnicie.
Tak jak pisałam wyżej najsmaczniejsze są kiełki 2-3 dniowe, w dniach późniejszych kiełki, choć często nabierają bardziej dekoracyjnego wyglądu, to stają się też bardziej ostre, gorzkie w smaku, nie każdemu będzie to odpowiadało.

Również przy dłuższym kiełkowaniu na korzeniach mogą wykształcić się włośniki, które dzięki białemu "meszkowi" bywają mylone z pleśnią. Jeśli rozwojowi kiełków nie towarzyszy niemiły zapach, włoski są na korzonkach, koloru białego bez zielonych/ niebieskich elementów, to znaczy, że to włośniki właśnie, nie pleśń, jeśli jest inaczej- kiełkowanie należy przerwać i uprawę w całości wyrzucić :(
Kiełki przed spożyciem należy płukać, wiele z nich warto spożywać na surowo, jako dodatek do sałatki, pasty do chleba. Kiełki strączkowe warto poddać obróbce termicznej- choćby kilkuminutowe gotowaniu na parze. Poprawia to ich walory smakowe i pozbywa toksyn, które mogą prowadzić do zatrucia organizmu.

W wielu źródłach, oprócz opisanych optymalnych warunków rozwoju kiełków, jako środek przeciwdziałający rozwojowi pleśni-podawane jest dorzucanie nasion rzodkiewki.

Oczywiście, jak każdy fenomen, kiełkowanie ma swoich przeciwników, krzykaczy próbujących doszukać się niekorzystnych stron spożywania kiełków. Szczególnie dostaje się lucernie /niestety/, były akcje z salmonellą, toksynami, ostatnio z toczniem. Ile w tym prawdy? Nie wiem, na wszelki wypadek nie kiełkujcie lucerny.

W tym miejscu była tabelka moczenia i kiełkowania poszczególnych nasion, jednak blox mnie z nią nie wpuścił w tym wpisie, pojawi się w następnym.



Żródła informacji:

B. Cyran, "Odnowa na talerzu"

strona rawfood.com

więcej znajdziecie na stronach:

kiełki

i u Beatki

O autorze
Zakładki:
INNE BLOGI BEZMIĘSNE PL
NIEKONIECZNIE WEGE, ALE RÓWNIEŻ INSPIRUJĄCO
POMÓŻMY DZIECIOM
TUTAJ TEŻ ZAGLĄDAM
WARTO ZAJRZEĆ
WEGETARIAŃSKO ZA GRANICĄ
ZAGRANICZNE
Tagi
KONTAKT:przepisybajki@vp.pl
WAŻNE !!!!
Wszystkie zdjęcia oraz przepisy, w których nie podaję źródła inspiracji, są MOJĄ WŁASNOŚCIĄ i NIE ZGADZAM SIĘ NA ICH KOPIOWANIE BEZ MOJEJ ZGODY, zwłaszcza w celach komercyjnych! (USTAWA z dnia 4/02/1994 o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

ZABAWKI DLA DZIECI: Zabawki dla dzieci

EMPATIA DLA ZWIERZĄT I BLOGI WEGE: empatia, dla zwierząt i wege blogi

BLOGI KULINARNE: Durszlak.pl